Za górami, za lasami ...

Rozdział 3 part.1
Temat: Przydział Part1.



MAŁE PROBLEMY Z KOMPEM:) WRACAM POD KONIEC MAJA!

Cóż za ironia, że gdy szczęście jest przy nas nie dostrzegamy go. Widzimy to dopiero wtedy, gdy odwróci się i odejdzie…A życie wciąż idzie do przodu… Przepraszam…wybaczam…kocham…ranie. I tak w kółko. Czy to wszystko się kiedyś zatrzyma? Wątpię. Sama nie potrafię sobie wyobrazić tego mroku. Zamykam oczy i nagle przestaje myśleć?! Kocham żyć i kocham świat. Mimo jego i swoich wad..a jest ich wiele. Ale sami tworzymy swój świat i swoją drogę życia, którą chcemy iść, przynajmniej w pewnym stopniu=]
Usłyszałam ostatnio, że życie to sen. Więc czy tego chcemy czy nie, kiedyś się w końcu obudzimy…


Nie wiem czy ktoś zrozumiał coś z tego krótkiego, aczkolwiek zagmatwanego monologu..:)



Przyznaje, że notka niezbyt udana no i krótka, postaram się, aby następna była w weekend no i żeby była bardziej ciekawa.
Pozdrawiam, i 3majcie się cieplutko=*



P.S Niezbyt spodobało mi się zakończenie Hp 7. Wydało mi się takie banalne(?).



Zapłakane oczy, wiatru tchnienie
Nawet kroki na łące zapomniane przez lata.
I te małe, szare słowa
Nieznaczące, a jednak tak ważne.
Ta jedna mała łza
Niosąca cierpienia swoje i innych.
Radosny uśmiech na kamiennej twarzy
I iskry w oczach miłości.
Słowa nadziei między potokami ludzkiej bezsilności.
Otwierasz oczy-lecz te nieznane.
Słyszysz?!
Nikły szept niewidzialnego przyjaciela…




______________


-Spokojnie. Chciałem tylko powiedzieć, że już dojechaliśmy.
-Słu..Słucham?!-Wyjąkała zdezorientowana dziewczyna.
-Mówiłem, że jesteśmy na miejscu- wysoki blondyn uśmiechnął się nieśmiało, wyciągając dłoń w kierunku Clarise.
-Przepraszam, miałam okropny sen…
-Słyszałem, dość głośno krzyczałaś.-Odparł- Nazywam się Remus Lupin i jestem prefektem Gryffindoru.- Usłyszała.
Właściciel miodowych oczy mrugnął, i ukłonił się z aktorską przesadą. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
-Clarise Rose- uścisnęła dłoń chłopaka.
-Jesteś pierwszoklasistką? Wybacz ze jestem dociekliwy, ale nie widywałem cię tu wcześniej. A, poza tym nie masz plakietki- Zmrużył bystre brązowe oczy.
-Przeniosłam się z Beuxabatons.-Odpowiedziała szybko- Zaczynam naukę w Hogwarcie od tego roku, jako piątoklasistka.
-Aż tak źle było?
-Jaa…eeee..Nie, po prostu wynikły pewne komplikacje i…
-Przepraszam- Lupin przerwał Clarise uśmiechając się przepraszająco- chyba jestem zbyt dociekliwy. Chodźmy!- Pogonił ją lekko popychając- Bo spóźnisz się na przydział.
***


Szli powoli zbliżając się do Hogwarckich bram, ostatni uczeń już zamknął za sobą wrota magicznego zamku. Clarise spojrzała na zabytkową budowle. Baszty i liczne wieżyczki zdawały się piąć do gwiazd, zatopić w nieskazitelnie niebieskim niebie. Starożytne mury spowite szarą mgłą nie zbudziły się jeszcze z wakacyjnego snu. Historia zamku sięgająca tysiące lat wstecz, wspomnienia tysiąca ludzi wciąż żyjące w jego sercu... Jednak poznać je może tylko prawdziwy czarodziej, zwykły mugol może, co najwyżej popatrzyć na postarzałe mury starożytnej budowli...
Westchnęła rozmarzona, gdy nagle….
-ŁUP!
Dziewczyna poczuła, że nie może złapać równowagi spadając na coś twardego…na kogoś.
-Ups. Ja..jaaa…ja przepraszam-wyjąkała wpatrując się w nieznajomego mężczyznę.
Poczuła, że się na jej policzki wpływa coraz bardziej wyraźny rumieniec.
-Szybko!-Krzyknął Lupin, po czym śmiejąc się chwycił Clarise za nadgarstki i pobiegł w stronę zamku. Ale nawet głośny tupot ich nóg nie mógł zagłuszyć słów wypowiadanych z nieukrywaną złością:
-Bachory! Nikogo nie obchodzi, że człowiek haruje po nocach! Noris widziałaś to? Jak ich dopadnę to obiecuje, że….
Żadne z nich nie dowiedziało się, co takiego zamierza zrobić woźny Hogwartu gdyż zamknięte wrota zamku nie zamierzały pozwolić, aby słowa Argusa Filch’a dotarły do jego wnętrza.
Clarise rozejrzała się. Naprzeciw nich znajdowały się szerokie marmurowe schody prowadzące, jak się domyślała, na piętra. Zaraz koło schodów dostrzegła cztery olbrzymie klepsydry z punktacją poszczególnych domów, które napełniały się szlachetnymi kamieniami przy zdobywaniu punktów przez uczniów.
Cały tłum nastolatków ustawił się przed wielkimi, dwuskrzydłowymi drzwiami. Lupin skinął na nią, aby i oni tam dołączyli, lecz gdy tylko zrobili krok Clarise poczuła, że coś łapie ją za rękę w silnym, stalowym uścisku.
-Clarie Rose jak się domyślam?- Usłyszała -Cholibka, już myślałem, że Cię nie znajdę.
Dziewczyna spojrzała na pokaźnej postury mężczyznę. Uniosła brew zdezorientowana.
- Profesor McGonagall prosi abyś po uczcie poczekała w Wielkiej Sali. Twój przydział odbędzie się w gabinecie dyrektora.- Powiedział szybko, po czym odwrócił się i zawołał- Pierwszoroczni! Pierwszoroczni, do mnie!
Po czym tak szybko jak się zjawił znikł za drzwiami....
_________________




NeZ

Znienawidzony, choć już ukochany
Nieznany wcześniej, zbyt późno poznany
Amor przybiera postać dręczyciela,
Każąc miłować mi nieprzyjaciela

komentarze [8]


Rozdział 2
Temat: Niefortunny wypadek.


Długo mnie tu nie było:) eh..Natłok nauki. Nareszcie wolne. Krótko ale zawsze. Potem ferie, a teraz?
Święta?!
Ale te święta najgorsze- bo bez Ciebie. A następne? Już zawsze osobno.
Ale Kocham... Tak bardzo... Wciąż niezmiennie.


______________
Na całej stacji rozległ się głuchy trzask, odgłos upadającego ciała, ciuchów i pustej torby.
-Cholera -Clarise Rose zaklneła głośno rozcierając pośladki. Nagle jej łokieć rozdarł delikatny ból- otarta skóra lekko krwawiła.
-Nie te przedziały.- usłyszała rozbawiony głos tuz nad sobą.
-Proszę?!-Zawstydzona przeniosła wzrok na opartego o ceglany mur chłopaka, który z trudem powstrzymywał śmiech. Rozejrzała się wokoło. Mugole wpatrywali się z natrętną ciekawością. Nic dziwnego, mało kto specjalnie wpada w ścianę. Westchnęła. Ponownie odwróciła głowę w kierunku chłopca. Czarne włosy opadały mu na czoło w artystycznym nieładzie a czekoladowe tęczówki błyszczały wesoło. Ubrany był już w wyblakłą, i trochę przykrótką szatę Hogwardzką z naszywką Gryffindoru.
-Barierka do przedziału 9 i ľ znajduje się za następnym murem. To jest przedział ósmy- Panna Rose, jakby pod wpływem jego słów otrząsnęła się z transu. Wstała i szybko wpakowała porozrzucane rzeczy z powrotem do kufra.
-Jestem Syriusz Black- powiedział jak gdyby, nigdy nic wyciągając dłoń- A ty?
Clarise zaśmiała się ironicznie w duchu i pokręciła z dezaprobatą głową. Ignorując gest chłopaka z dumą wyminęła go. Nie uszła nawet kilku kroków gdy znów usłyszała ten sam, tym razem pełen kpiny głos.
-To chyba Twoje?
Cała czerwona podeszła do chłopaka i z nieukrywaną złością wyrwała mu z rąk koronkowy biustonosz. Zacisnęła pięści na różdżce, wyjmując ją dyskretnie i wyszeptała;
-Colomus
Popatrzyła jeszcze chwilę, jak szata chłopaka powoli zmienia kolor na różowy, po czym z rozpędem wbiegła w barierkę- tym razem właściwą.
***
Na peronie 9 i 3/4 panował nieznośny ścisk. Starsi uczniowie witali się na wzajem,a pierwszoklasiści czule żegnali z rodziną. Clarise spojrzała z lekceważeniem na to co działo się na peronie, lecz jeśli ktokolwiek przyjrzał by się głębiom zielonych tęczówek dostrzegł by także promyk zazdrości...
Jej nikt nie przyszedł pożegnać, nikt także nie czekał na czarnowłosą dziewczyne.
Panna Rose wkroczyła do pierwszego wolnego wagonu, siedziała tam tylko młoda blondynka. Clarise wsunęła walizkę na półkę znajdujacą sie nad siedzeniem i zajęła miejsce przy ścianie.
Zamknęła oczy opierając głowę o szybę. Nie zważała nawet na osoby przybyłe do wagonu. Nagle poczuła jak cos odrzuca ją do tyłu. Pociąg ruszył. Leniwie otworzyła oczy, niebieskimi tęczówkami wądząc po wagonie. Blondynki już nie było. Naprzeciw niej siedział brązowowłosy chłopak, pogrązony w rozmowie z siedzącymi obok niego towarzyszkami. Na oko w wieku Clarise. Miejsce przy drzwiach zajęła dość miło wyglądająca szatynka, jednak fotel koło niej wciąż był pusty.
Ponownie spojrzała za okno. Mknące krajobrazy, tak różne światy, marzenia...Przymkneła powieki powoli przenosząc się w objęcia Morfeusza.

***
Obudziła się. Przetarła dłońmi zaspane oczy, po czym spojrzała za okno. Pociąg stał w miejscu. Clarise uniosła brwi, coś jej nie pasowało. Umarłe drzewa, ciemne obłoki w oddali rysy cmentarza- to zdecydowanie nie był Hogwardzki krajobraz. Zerwala się z krzesła tak gwałtownie, że musiała podtrzymać się półki, aby nie upaść. Zamrugała kilka razy- zwroty ustały.
Była sama w przedziale, otworzyla szeroko dzrzwi wychodząc na korytarz. Rozejrzała się wokolo, nie tylko była sama w przedziale- nikogo oprucz niej nie było w całym pociągu. Chcąc się upewnić przebiegła kilka kolejnych przedziałów z rozmachem otwierając drzwi. Niczym nie zmącona cisza przerwana zostala przez kolejny trzask. Nagle dziewczyna staneła opierając się o sciane. O co chodzi? Dlaczego zostala w pociągu sama...?
Krzykneła. Odpowiedziało jej wlasne echo, wzdrygneła się.
Powoli wystawiła noge poza próg pociągu, rozejrzała się wokoło. Skądś znała to miejsce, już je kiedyś widziała.
Weszła na brukowaną sciezke i zrobiła kilka kroków. Z daleka dostrzegła kammieny plac otoczony ceglanymi wieżyczkami. Sparażliżowana strachem stanęła, na placu znajdowało się dużo ludzi, ubrani w czarne płaszcze z kapturem tworzyli niezgrabne koło. W środku dostrzegła jedną klęczącą postać, nagle owa postac owróciła się i spojrzała w strone w której stała dziewczyna.
Była niesamowicie znajoma..bardzo...

W tej samej chwili ktoś połozył Clarise ręke na ramieniu.
Dziewczyna krzykneła...
______________


NeZ

Znienawidzony, choć już ukochany
Nieznany wcześniej, zbyt późno poznany
Amor przybiera postać dręczyciela,
Każąc miłować mi nieprzyjaciela

komentarze [3]


Rozdział 1
Temat: Bo magia to ja...


Białe skrzydła anioła otulają mnie, otulają mnie, ocierają łze...


Zamknijcie oczy i razem ze mną przenieście się do roku 1975...Wsłuchajcie się w melodie jaką nuci dla was wiatr, bo on jeden wie najlepiej co niesie ze sobą historia...

***

17 czerwiec 1975 rok.
Prorok codzienny


Wczoraj w godzinach popołudniowych, nieznany dotąd czarodziej przypuścił atak na szkołę magii Beuxabatons. Zranionych zostało kilku uczniów, lecz nie odniesiono większych strat materialnych. Nadal nie wiadomo co było przyczyną ataku na jedną ze szkół magii. Minister nie chce komentować ani udzielać informacji, podobnie zresztą jak Madame Maxime.
Długo zastanawiało nas, kto bez powodu przypuścił atak na szkołę. Po owocnych poszukiwaniach w archiwach, dotarliśmy do zbrodni przed półtora roku, gdzie w ataku na mugolów w miasteczku Greenwood zginęło 20 osób w tym jedna czarownica, Lau Rose- utalentowana aurorka, która zajmowała się sprawą tajemniczych mordów. Nadal nie wiadomo dlaczego trzy mugolskie rodziny zostały zamordowane, lecz przedtem poddane najokropniejszym torturom, poprzez użycie zaklęć niewybaczalnych. W czasie tamtych zbrodni żadna zaatakowana osoba nie miała nic wspólnego z mordercą, więc co go skłoniło do ataku? Tego na razie nie udało nam się ustalić.
Dzięki pomocy kilku osób, dowiedzieliśmy się iż osoba ta każe zwać się per „Lord Voldemort”, jednakże nie wiemy czy to Jego prawdziwe nazwisko czy tylko pseudonim.
Ministerstwo magii jak na razie (tylko) zaleca szczególną ostrożność, jednak mamy nadzieje, że niedługo sprawca tych bezsensownych mordów zostanie złapany..

Pisała dla państwa; Aelia Skeiter.

***

-Nie!- Głośny i donośny krzyk odbił się echem od kamiennych ścian.
Wysoki mężczyzna w śmiesznym, kapeluszu w kształcie trójkąta donośnie tupnął nogą po czym jeszcze raz zaprzeczył.
-Ale tato...- Stojąca naprzeciw niego brunetka pokręciła z zażenowaniem głową.
-Żadnych 'ale' Clarise [Klaris]!-Wykrzyknął marszcząc brwi- To zbyt niebezpieczne.
-Dla ciebie wszystko jest niebezpieczne... W towarzystwie mugoli będę jeszcze bardziej bezbronna...-nastolatka podniosła głos- Jak zwykle myślisz tylko o sobie! Nie obchodzi cię nawet co ja o tym sądzę!
-Dość! Clarise, wytłumaczyłem ci to raz, i nie będę się więcej powtarzać. Odejdziesz, zapomnisz całkowicie o magii i o mnie. Po tym jak przypuścił atak na szkole Madame Maxime, nikt nie jest tam bezpieczny. -odparł z zatroskaną miną- Powinnaś zrozumieć że myślę przede wszystkim o tobie.-szepnął
-Powiedziałam już. Nie zostawię Cię nawet, gdybyś tego pragnął najmocniej na świecie.- Dziewczyna powiedziała stanowczo, wpatrując się w zielone oczy ojca.
Jednak nie dostrzegła w nich tej determinacji i zawziętości co zazwyczaj, dostrzegła zwykłe, ludzkie zmęczenie. Henry westchnął głośno. Martwił się o córkę, lecz mimo wszystko nie chciał jej pozbawiać największego daru.
Kap...kap...kap...kap...
-Cholera- zaklnęła dziewczyna wpatrując się w krople wody spływające gdzieś z szarego sufitu.
Nagle w korytarzu rozległ się przenikliwy świst.
-Uciekaj!-Krzyknął popychając dziewczynę...

***

Poranne, sierpniowe promienie słońca pędziły ulicami Londynu bezczelnie zaglądając ludziom w twarz. Białe obłoczki szybowały po nieskazitelnie niebieskim niebie przybierając śmieszne kształty. Zatłoczone zazwyczaj miasto dzisiaj zdawało się świecić pustką, a delikatny, orzeźwiający wiatr kołysał gałęziami drzew pełnymi zielonych, szeleszczących liści. To właśnie tego dnia, pewna nastolatka zmierzała wzdłuż jednej z Londyńskich ulic. Wydawała się na pozór zwyczajna, lecz skrywała wiele sekretów, których nikt z was nigdy nie zrozumie. A ponadto była kimś naprawdę niezwykłym, była czarownicą...
Clarise Rose była nadzwyczaj ładna. Jej śnieżnobiała cera kontrastowała z czarnymi niczym smoła włosami sprawiając, iż wyglądała jak jedna z tych nielicznych, dziewczęcych lalek. Trochę za grube uda nastolatka sprytnie ukryła pod obszernym, czarnym płaszczem. Jej ciemne loki wesoło podskakiwały w rytm kroków, a fiołkowe perfumy roztaczały wokoło niej nutkę tajemniczości. Rozglądała się, podziwiając uroki świata ludzi nie magicznych - lub jak zwykli mawiać czarodzieje- mugoli.
W pewnym momencie, dziewczyna zatrzymała się i wyciągnęła z szarej torby przewieszonej na ramieniu pomięty kawałek pergaminu przyglądając mu się uważnie.
-Sklep u Goldina już minęłam, park Lutego też...- wymamrotała- Cholera, gdzie ta stacja?!
-Witam panienkę!- usłyszała piskliwy, kobiecy głos tuż za sobą.
Panna Rose obróciła się niespodziewanie zamiatając długim, czarnym płaszczem. Zmierzyła wzrokiem nieznajomą robiąc przy tym dość dziwną minę.
-Witam- powtórzyła nieznajoma, zerkając ciekawie na trzymaną przez dziewczynę kartkę.- O...widzę że jesteś uczennicą Hogwartu. No, nie patrz tak na mnie, wiem o tym świecie dość dużo. A poza tym, takie ubranie nie jest tutaj często spotykane.- Przerwała na chwilę po czym zniżyła głos- Bo widzisz, w tej szkole uczniowie zazwyczaj przebierają się dopiero w pociągu.
Zaśmiała się histerycznie, jakby właśnie usłyszała dobry żart..
-Moja kochanieńka, sama chodziłam do Hogwartu. Ach, co to były za czasy- westchnęła,po czym kontynuowała niezważając na znudzoną minę panny Rose.- Figura... chłopcy, miałam wtedy wszystko. No, ale my tu gadu, gadu a pociąg nam pewnie odjeżdża.. Ruszamy na stacje!- krzyknęła wesoło.
W ciągu kilkunastu minut rozmowy, Clarise miała wrażenie że dowiedziała się już wszystkiego o Kimmy Judidth – bo tak miała na imię owa kobieta. Mijając wiązanki autostrad nastolatka zaczynała powoli wątpić czy starsza pani rzeczywiście zna drogę. Odruchowo spojrzała na zegarek. Uniosła brew,
-Na Merlina, już za dziesięć dziesiąta- wykrzyknęła zdziwiona.
-Już niedaleko. -uspokajała ją Kimmy, chociaż dziewczyna mogłaby przysiąc że słyszała to samo kilka minut wcześniej...i jeszcze troszkę wcześniej...
***

Rzeczywiście do Londyńskiej stacji King Cross było już całkiem niedaleko. Pani Judith zostawiła Clarise przed wielką bramą mówiąc że na pewno dalej sobie poradzi. Gdyby wiedziała jak bardzo się myliła...
Szatynka stała właśnie koło wielkiej kolumny bijąc się z myślami. Według instrukcji Kimmy, musiała tylko wbiec w ceglaną przedziałkę pomiędzy przedziałem 9 i 10.
-Tylko?!- prychnęła zastanawiając się po raz enty czy będzie bolało kiedy z rozpędem uderzy w srebrną barierkę.
Założyła ręce na pierś, tupnęła nogą i z powątpiewaniem pokręciła głową.
-ok, raz kozie śmierć- mruknęła- raz, dwa, tr....

_________
Wiem że nie zaczełam najlepiej...podobno początki są najtrudniejsze. ta część została napisana dawno temu, nie dokończona...
NeZ

Znienawidzony, choć już ukochany
Nieznany wcześniej, zbyt późno poznany
Amor przybiera postać dręczyciela,
Każąc miłować mi nieprzyjaciela

komentarze [3]







Rozdział 1~"Bo magia to ja... "
Rozdział 2~"Niefortunny wypadek."
Rozdział 3~"Przydział Part.1"

Księga gości


Warto zajrzeć...
Rozmyślania Ewelinki



liscmagia-sercliitium
Layout by Dot., picture from Sweet-talented & Google,
brushes from Overdrive, all for Layout4you.